poniedziałek, 14 września 2009
qrnik yntelektualny

Qura bardzo zajęta jest, qra studiuje a w zasadzie, to studia kończy, bo absolutorium już ma, tylko czasu i woli do napisania pracy dyplomowej brak.

Ale qra znalazła na to sposób. Qra zapisała się na studia podyplomowe.

Wot qrzy móżdżek :)

piątek, 16 listopada 2007
qrnik studiujący

zebrało się Kwoce na stare lata studia zacząć.

A właściwie, to nie zacząć a dokończyć, bo licencjat to Kwoka już 10 lat temu obroniła. I teraz trzeba je tylko, klamrą magistra dopiąć, żeby - zgodnie ze skrótem - móc_gówno_robić ;). A to, tylko oznacza zjazdy co drugi weekend z zajęciami od 8:00 do 21:35.

Juro właśnie jest jeden z tych zjazdów :/.

środa, 17 października 2007
qrnik wygodnicki

jestem wygodnicka.

A do tego, jak się właśnie dowiedziałam, jestem relatywnie złą matką. I tylko, co je teraz Kokochom powiem, że co, że za późno się zorientowałam, że na matkę się nie nadaję?

Mam doła :/.

środa, 03 października 2007
qrnik z syndromem

moja Siostra wyjechała.

Na długo, czyli na całe swoje przyszłe życie. I pozostawiła nasz qrnik i mnie w strasznym rozdwojeniu. Bo, w sumie cieszę się, że porzuciła nas dla życia ze swoim ukochanym, i mam nadzieję, że jej się tam ułoży, i przecież zawsze wiedziałam, że kiedyś to nastąpi, ale.... Ale ponieważ, z racji różnicy wieku, trochę jej matkowałam, to odczuwam lekki "syndrom opuszczenia gniazda" a raczej, qrnika. Tym razem, to nasze rozstanie jest takie bardziej radykalne.  No i skończył się sezon na Ogórki :/.

A Grecja jest tak strrraaasznie daleko :(.

piątek, 09 marca 2007
qrnik slalomujący

czyli prawie spacerujący.

A jak wiadomo "prawie" robi dużą różnicę. Roztapiające się śniegi ujawniły brzydki zwyczaj pozostawiania na trawnikach i co gorsze - chodnikach, psich nieczystości. Każdy spacer wiąże się z zachowaniem wzmożonej uwagi i czujności na te chodnikowe niespodzianki. Pół biedy, kiedy wiozę w wózku młodszą Kokochę, ale gdy idę z obydwiema sprawa ma się już znacznie gorzej. Musze uważać na: 4 kółka wózka, moje buty, buty młodej i - co raz częściej ostatnio - buty młodszej. Nie ułatwia mi to, a już na pewno nie uprzyjemnia, spacerów. Wracam zmęczona jak po jakimś biegu z przeszkodami. Czy na prawdę nie ma żadnego sposobu, na poradzenie sobie z tym problemem?

Bo, że woli ogółu nie ma, to widzę :(.

środa, 28 lutego 2007
qrnik zaaTAGowany

użądlona przez pszczołę oraz, jak się właśnie dopatrzyłam, zwyczajną zostałam sprowokowana do odtajnienia zawartości kilku skorupek:

1. nienawidzę zmywać.
Szczęśliwie teraz mam zmywarkę, ale wcześniej, to była prawdziwa udręka. Szczególnie w czasach dziecięctwa. Pamiętam, że odwlekałam ten "obowiązek domowy" do ostatniej chwili. Zazwyczaj kończyło się tym, ze resztki na naczyniach były tak zaschnięte iż nie szło ich domyć. Największy problem miałam ze szklankami, bo jak próbowałam je doszorować, to mi w rękach pękały. I to z ich powodu wpadłam na "genialny" pomysł jak problem wyeliminować. Te zatwardziale brudne szklanki i talerze po prostu wyrzucałam przez okno a że mieszkałam na czwartym piętrze, to łatwo sobie wyobrazić jakie to miało konsekwencje. Na szczęście nigdy nikogo nie uszkodziłam.

2. nie mam zdolności literackich.
Co widać na blogu :). Mam nieznośną skłonność do zawierania swych myśli w zdaniach złożonych. Wielokrotnie i podrzędnie - (i to niestety w obu znaczeniach). Moim pierwszym "popisem literackim" był list napisany, w wieku lat ośmiu, do szpitalnego kolegi z sali na przeciwko. List, pomimo, że miał dwie strony A4, nie zawierał żadnego znaku interpunkcyjnego. A nie, przepraszam, okrasiłam go jedną kropką - przerobioną w końcu na kwiatuszek ;).

3. byłam niepoprawną wagarowiczką.
Pierwsze wagary odbyłam w drugiej klasie szkoły podstawowej (!). Czyniłam to systematycznie w każdy piątek. Taki prosty sposób na przedłużenie sobie weekendu. Najzabawniejsze w tym było to, że - jak już się wydało - najbardziej wściekła z tego powodu była moja, starsza o cztery lata, siostra :D.

4. byłam fanką.
Przez trzy lub nawet cztery lata byłam wielką fanką zespołu EUROPE. Nie, nie byłam platonicznie zakochana w Joe Tempescie. Ja po prostu uwielbiałam ten zespół i ich stylistykę muzyczną. Nic więcej tu nie dopiszę, bo to aż żal komentować. Żenuła.

5. uwielbiam wesołe miasteczka.
A konkretnie karuzele wszelkiego autoramentu. Nie niosą za sobą zbyt dużego ryzyka a można poczuć niewielki dreszczyk adrenaliny. Jedyne ustrojstwo, które nie padło moją ofiarą, to tzw. młot, czego nie mogę odżałować. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko, to że byłam mamą trzy miesięcznej kokochy i obawiałam się, że z tych emocji "zważy" mi się mleko w biuście :D.


A teraz wzywam do ujawnienia swych teczek:


tafla_czasu
margie.d
exylia
anhes
suotkie_vespiontko


Teraz Wy się męczcie :D.

środa, 31 stycznia 2007
qrnik w sieci

złapałam się na kolejny gadżet internetowy :).

Jak zwykle nie do końca wiem, jak to "jeść" za to już wiem, że mi się to podoba :D. Teraz kolejne tygodnie spełzną mi na przystosowywaniu owego do moich blogowych potrzeb. I zamiast skupić się na napisaniu jakiejś notki, ja będę stroić się, w blogowe piórka.

W ten oto sposób zobrazuję powiedzenie o przeroście formy nad treścią ;D.

czwartek, 18 stycznia 2007
qrnik niewidzialny

jestem niewidzialna.

Zasadniczo powinno być mi z tym dobrze, bo z opowieści Widzialnych wnioskuję, że wcale to nie jest takie fajne. Tylko, że oni  nigdy nie byli kompletnie niewidzialni. A ja żyję z tym praktycznie od szkoły podstawowej. W domu też na spalonej pozycji. Dziecko środkowe spośród trójki rodzeństwa, już nawet w psychologii jest nazywane niewidzialnym. Cóż, chyba sama tego chciałam, bo w sumie nie pamiętam, żebym jakieś większe kłopoty wychowawcze sprawiała. Czasem się tylko obawiam, że nikt nie zauważy, że całkiem znikłam.

Tymczasem siedząc sobie w kątku szepnę: jestem.

poniedziałek, 18 grudnia 2006
qrnik zamyślony

nad sporadycznością pojawiania się nowych wpisów.

Czy naprawdę przez te 12 dni nie wydarzyło się wokół mnie nic wartego uwiecznienia? Otóż nie. Średnio trzy razy na dobę mam potrzebę zapisania tu jakiś, mniej lub bardziej, odkrywczych spostrzeżeń. Miewam w głowie całe ułożone już notki, ale jak już znajdę czas na ich spisanie - w pamięci znajduję tylko luki. W ciągu dnia nie mam czasu na ich spisywanie zaś wieczorem mój, zmęczony całym dniem logistycznych działań, umysł odmawia współpracy.

Dokładnie tak jak i dziś :(.

środa, 06 grudnia 2006
qrnik mikołajkowy

właśnie zrobiłam mikołajkowy prezent mojemu pracodawcy ;).

Byłam uprzejma poinformować go, że przez kolejny rok - zamiast oddawać się fascynującym księgowaniom i podliczeniom słupków - będę zajmować się kurnikiem. Przyjął to ze względnym zrozumieniem i nawet słowem nie wspomniał, że nie będę miała gdzie wrócić. Chyba powinnam się ucieszyć. Oczywiście z punku widzenia mnie jako gallus domesticus. Tylko nie wiem, czy w ogóle chcę tam wracać.

Czyżbym uczyła się cieszyć moją obecną rolą?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5